Przyznaje, że był szurnięty. Głupio – odważny chuligan, i do tego jeszcze kombinator. Zawsze „kroczył” pod prąd. Lata nauki były kompletnym wariactwem. Szkołę zmieniał wielokrotnie. Fascynowało go wojsko, więc do niego trafił. To było męskie przeżycie, ale do pewnego czasu, bo zrozumiał, że pobyt w nim, to strata czasu. Towarzyszyło mu poczucie zdrady. Do wojska nie wrócił…
Za decyzję ucieczki z armii trafił do aresztu w Płotach, potem do zakładu karnego w Stargardzie Szczecińskim. Za odmowę pójścia do pracy, zamknięto go na tydzień w izolatce. Swoje przeżycia opisał w mocnym debiucie „Mury Hebronu”. Potem zaczął tworzyć na dobre…
A potem wyjazd do Rosji, na Wschód, ten prawdziwy, czyli Irkuck, Ułan Ude – pusty step. Cisza. Przestrzeń. Gdzie zobaczył 100 km pustki, tak pięknej, że nie znajduje czegoś porównywalnego, to jest to dotknięcie wymiaru, który przerasta wszystko, co do tej pory zobaczył, poczuł. Liczą się rzeczy, detale, lepiej słychać to, co „w sobie nosisz”.
Jego manifest literacki to: pisać skreślać, myśleć, patrzeć, słuchać, pisać i skreślać, skreślać, skreślać…
Co mogę jeszcze napisać? Niesamowity gość! Szczery do bólu, nie kreujący się na wielkiego pisarza, od czasu do czasu ma „mocne” słowo, dla dodania sobie animuszu i powagi sprawie, o której mówi. Trochę kpiący, czasami ironiczny, ale w dobrym tonie. Bujny życiorys i ciekawe spostrzeżenia. A najciekawsze, że podróż jest dla niego eksperymentem na sobie, trochę koniecznością, a na samym końcu przyjemnością.
Tego, czego nie udało mi się opowiedzieć o pisarzu – opisał poeta Andruchowycz w swoim tomie poetyckim, pt. „Piosenki dla martwego koguta”, zamieścił wiersz „More Than a Cult”, który brzmi:
1. https://www.facebook.com/Biblioteka-Rumia-106681769418963/
8 komentarzy
Barwna postać i niespokojny duch. Dobrze, że został pisarzem, bo możemy cieszyć się jego twórczością.
Szkoda, że nie słyszałaś jak opowiada o swoich podróżach. Niesamowite!
Nie przepadam za jego stylem pisania, ale mimo to czuję, że to fascynująca osoba. Szkoda, że przegapiłam takie spotkanie.
Rozumiem.
Czytałam jego "Jadąc do Babadag" – bardzo mi się podobała, teraz będę poznawać "Wschód".
Ciekawa postać z dystansem do siebie i do świata. Dla mnie, to przykład człowieka wolnego! Nie poddaje się modom, nie wywyższa. Mówi: kochajcie mnie albo nienawidźcie! i dalej robi swoje
To musi być bardzo nietuzinkowa postać. Muszę poznać jego pióro.
Nie wątpię, że to musiało być rewelacyjne spotkanie. Nie zawsze ten, który świetnie pisze, tak samo opowiada. Czytałam "Jadąc do Babadag", ale jakoś mnie nie zachwyciła, więc może czas odświeżyć tę lekturę, bo to było ponad dekadę temu. Na zdjęciu wypatrzyłam Stefana Chwina, czyżby wspierał żonę?
Stefan Chwin jest zawsze, gdy Pani Krystyna prowadzi spotkanie. Myślę, że wzajemnie się wspierają.
Spotkanie było jednym z ciekawszych, na którym byłam w tym roku, też ze względu na to, że Stasiuk dużo opowiadał o sobie, a przecież nie znamy go od tej prywatnej strony. Zawsze jednak życie osobiste wpływa na te związane z tym, co się robi. Nie uciekł od swoich książek, od podróży i od pisarzy, których uwielbia czytać – Haupta i Schulza.
Chyba nie powinnam wychylać się z informacją, że o ile nazwisko kojarzę, tak jeszcze nic autorstwa tego Pana nie czytałam.